2014-09-14, Salmopol
 
Pamiątka poświęcenia kościoła
 
 
 
Dz 6, 1-7
1. A w owym czasie, gdy liczba uczniów wzrastała, wszczęło się szemranie hellenistów przeciwko Żydom, że zaniedbywano ich wdowy przy codziennym usługiwaniu.
2. Wtedy dwunastu, zwoławszy wszystkich uczniów, rzekło: Nie jest rzeczą słuszną, żebyśmy zaniedbali słowo Boże, a usługiwali przy stołach.
3. Upatrzcie tedy, bracia, spośród siebie siedmiu mężów, cieszących się zaufaniem, pełnych Ducha Świętego i mądrości, a ustanowimy ich, aby się zajęli tą sprawą;
4. My zaś pilnować będziemy modlitwy i służby Słowa.
5. I podobał się ten wniosek całemu zgromadzeniu, i wybrali Szczepana, męża pełnego wiary i Ducha Świętego, i Filipa, i Prochora, i Nikanora, i Tymona, i Parmena, i Mikołaja, prozelitę z Antiochii;
6. tych stawili przed apostołami, którzy pomodlili się i włożyli na nich ręce.
7. A Słowo Boże rosło i poczet uczniów w Jerozolimie bardzo się pomnażał, także znaczna liczba kapłanów przyjmowała wiarę.
 
 

Przesłanki wzrostu

 

 
Drogi Zborze Chrystusowy w Salmopolu,
Drodzy Goście świątecznego nabożeństwa!
 
Wasze święto parafialne przypadło w tym roku na Niedzielę Diakonii, na niedzielę, w którą szczególnie przypominamy sobie, że czynna w działaniu miłość bliźniego należy w sposób nieodzowny do chrześcijańskiej wiary i chrześcijańskiego sposobu życia. Wiara jest czynna w miłości. Miłość jest czynna w działaniu. To, co czynimy, winno odpowiadać temu, w co wierzymy i co wyznajemy.
 
Otrzymaliśmy jednak do rozważenia w ten świąteczny dzień Salmopolskiego Zboru tekst o znacznie bogatszym przesłaniu niż tylko skrótowe wezwanie do wiary czynnej w miłości. Jest tu mowa o tym, co można by nazwać przesłankami wzrostu Kościoła Chrystusowego, a więc także przesłankami wzrostu naszych zborów, parafii i diecezji. Mówię skromnie o przesłankach wzrostu, a nie mocniej o  warunkach lub o podstawach wzrostu, bo wszelkich programistów przyszłości Kościoła zawsze powinno studzić w ich wizjonerskich i reformatorskich zapędach to, że mówiąc o Kościele, o parafii, o  zborze, zawsze mówimy o własności Jezusa Chrystusa, jedynego Pana Kościoła. A z Jego panowania nad Kościołem, jak i nad każdym wierzącym w Niego i ufającym Mu człowiekiem, wynika, że nie ludzkie programy i wizje, lecz On i tylko On decyduje, jakim częściom Jego Kościoła dany zostanie wzrost, a jakim stagnacja lub może nawet statystycznie uchwytne wymieranie.
 
Powierzając Jemu i tylko Jemu, naszemu Panu i Zbawicielowi, przyszłość świętującego dzisiaj Zboru Salmopolskiego, parafii bialskiej, której jest częścią, diecezji cieszyńskiej i całego Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego w Polsce, w którym Pan nas postawił, pytamy skromnie o przesłanki wzrostu, szukając ich w relacji Łukasza z życia pierwszego chrześcijańskiego zboru.
 

I. Ujawnianie nieprawidłowości

 
A w owym czasie, gdy liczba uczniów wzrastała, wszczęło się szemranie hellenistów przeciwko Żydom, że zaniedbywano ich wdowy przy codziennym usługiwaniu”.
 
Cóż za nieprzyjemny zgrzyt od razu na samym początku biblijnej relacji. Zamiast kontynuacji wcześniejszych świadectw, że wszyscy trwali w jedności, jednomyślności, zgodzie, wspólnocie wiary i  wyznawania, dowiadujemy się o problemie, o poważnym problemie, bo dotyczącym działań samych apostołów. Ci dzielili pośród potrzebujących środki, jakie wnosiło do prazboru niewielu zamożnych, spieniężając swoje mienie w entuzjastycznym oczekiwaniu rychłego powtórnego przyjścia Pana. A że rosła w tej sytuacji liczba biednych i bardzo biednych, którzy i dla słyszanego Słowa i dla codziennej strawy przystawali do zboru, nie można się temu dziwić. Byli wśród nich kapłani, warstwa społeczna mocno wówczas zubożała i podupadła. Były wśród nich także wdowy po pobożnych Żydach z  diaspory, którzy starość postanowili spędzić w Jerozolimie. Gdy umierali, ich małżonki, pozbawione kręgu rodziny, najbliższych, tego naturalnego zaplecza w niedoli, pozostawały często bez środków do życia. Wdowy te, które przystały do prazboru, w pewnym momencie poczuły się w nim zaniedbywane. Te nieprawidłowości wzbudziły szemranie wśród pochodzących z diaspory żydowskich chrześcijan, nazwanych tu hellenistami, a o rosnącym niezadowoleniu doniesiono apostołom.
 
Drodzy, mamy tu do czynienia z pierwszą przesłanką wzrostu, pierwszą przesłanką naprawy niewłaściwego stanu rzeczy: Nieprawidłowości w życiu zboru, Kościoła, parafii powinny być ujawniane. To, co jest oczywiste w świeckim życiu społeczeństwa otwartego, demokratycznego, medialnego, że rozpoznanie i nazwanie nieprawidłowości w życiu społecznym jest pierwszym krokiem w kierunku ich przezwyciężenia, wciąż stanowi problem w Kościele i dla Kościoła: Ujawniać, czy nie ujawniać, nazywać dziejące się zło po imieniu, czy chować je pod dywan i przemilczać? Poruszać drażliwy temat, czy w milczeniu poczekać, może sam się jakoś z czasem rozwiąże? Przed takimi dylematami stają niekiedy parafianie, księża, członkowie rad parafialnych i innych gremiów kierowniczych na wszystkich szczeblach organizacyjnych Kościoła. Z jednej strony zrozumiałe jest nastawienie wyniesione z czasów powojennego zniewolenia i z mniejszościowych kompleksów, aby nic złego o nas, kompromitującego nas, nie wyciekało na zewnątrz. Z drugiej strony postawa taka doprowadza do wewnętrznego paraliżu i braku gotowości do ujawniania nieprawidłowości w samym zborze, parafii i Kościele. Od cichego szemrania się zaczyna, a poprzez coraz głośniejsze szemranie dochodzi tylko do eskalacji nieprawidłowości, niesprawiedliwości, konfliktów lub zgorszenia.
 
Oto na przykład nikt nie ma odwagi, aby uświadomić znanemu w środowisku członkowi rady parafialnej, że nadużywanie przez niego alkoholu stało się już powszechnie znaną w zborze i  w  środowisku „tajemnicą”. Ludzie szemrają, ale nikt nie reaguje. Oto na przykład biskup diecezjalny i  rada diecezjalna od lat przymykają oczy na niewłaściwe prowadzenie się przez duchownego w dużej parafii. Wszyscy już widzą, wszyscy już wiedzą, ludzie szemrają, ale nikt nie reaguje. Albo spotyka mnie po latach, w których się nie widzieliśmy, pewien wpływowy niegdyś emerytowany duchowny i  zaczyna rozmowę od słów: „Co u ciebie słychać dobrego, bo o złych rzeczach nie będziemy rozmawiać.” Zawsze byłem przeciwnikiem bezsensownego narzekania nad stanem Kościoła, bezsensownego nie dlatego, bo bezpodstawnego, lecz bezsensownego, bo bezproduktywnego. Ale gdzie nazywać po imieniu problemy parafii i szukać dla nich rozwiązania, jeżeli nie w parafii, gdzie problemy diecezji, jeżeli nie w diecezji, gdzie problemy Kościoła, jeżeli nie w Kościele??? Zamiast zaś tego przyjął się u nas zwyczaj, aby nie nazywać problemów po imieniu, nie reagować na wypaczenia, nie ujawniać zgorszeń, aby wszystko chować pod coraz bardziej tu i ówdzie wybrzuszony dywan, przykrywający coraz większą górę nierozwiązanych i nierozwiązywanych problemów.
 
Drodzy, Łukasz z pewnością nie miał żadnej przyjemności, aby pisać o tym przykrym incydencie z  zaniedbywanymi wdowami po hellenistycznych Żydach z prazboru w Dziejach Apostolskich.
A jednak, dysponując tą nijak mu nie pasującą do całej koncepcji dzieła relacją, nie przemilczał jej ostatecznie i uwiecznił ją dla potomnych. Podobnie nie przemilczeli nieprawidłowości pobratymcy owych wdów w prazborze, gdy zauważyli, że są one zaniedbywane przy podziale pomocy. Zanim szemranie przybrało formę otwartego konfliktu, powiedzieli o wszystkim apostołom. A co nie mniej ważne w tym wszystkim, także apostołowie, którzy wcześniej najwyraźniej nie widzieli problemu, gdy im go uświadomiono, natychmiast postanowili działać: Nie milczeli, nie usprawiedliwiali się, nie bagatelizowali nieprawidłowości, lecz znaleźli i zaproponowali zgromadzeniu rozwiązanie.

 

II. Odnowa służby Słowa Bożego i modlitwy za zbór

 
Wtedy dwunastu, zwoławszy wszystkich uczniów, rzekło: Nie jest rzeczą słuszną, żebyśmy zaniedbali słowo Boże, a usługiwali przy stołach. (Na razie bez konkretów). My zaś pilnować będziemy modlitwy i  służby Słowa”.
 
O szczegółach propozycji apostołów za chwilę, ale najpierw przypatrzmy się tej argumentacji. Jest ona bowiem – po otwartym mówieniu o problemach i nieprawidłowościach - kolejną przesłanką wzrostu – apostolską propozycją także dla nas tu i teraz: Gdy zbór się rozrasta, albo - chociaż się nie rozrasta - gdy mnożą się w nim kolejne akcje i aktywności, łatwo w euforii działania coś istotnego przeoczyć, czegoś istotnego nie dostrzec, kogoś bardzo małego w zborze, a istotnego dla Boga, pominąć, nie przystanąć przy nim, nie pochylić się nad tym, co chce nam powiedzieć, nie wysłuchać jego żalu, jakże odmiennego od powszechnego może nastroju euforii działania, aktywizmu, akcyjności. Tą apostolską przesłanką, aby przywrócić w zborze pokój wewnętrzny i niezakłócony rozwój – jest odnowa służby Słowa Bożego i modlitwy przyczynnej. Można by to też nazwać powrotem do korzeni, powrotem do podstaw, do źródeł, powrotem do istoty tego, z czego wiara człowieka się wywodzi, z czego zbór i  Kościół biorą swój początek i skąd nieustannie muszą być zasilane, aby nie słabnąć w drodze, nie więdnąć w utrudzeniu, nie gorzknieć w zderzeniu z przykrymi doświadczeniami i nie obumierać duchowo oraz zewnętrznie.
 
Po 1989 roku obok innych środowisk także przed naszym Kościołem otworzyły się wielkie, nowe możliwości prawne i materialne. Te ostatnie wzmocnione dodatkowo sukcesami rewindykacyjnymi, poczynając od 1995 roku aż po dzień dzisiejszy. Parafie i Kościół otrzymały możliwości zakładania szkół, otwierania nowych dzieł diakonii, prowadzenia działalności gospodarczej, pozyskiwania środków unijnych, rządowych, samorządowych, fundacyjnych i innych. Nasze kościoły, plebanie i inne obiekty będące kościelną własnością – pozostańmy dla jednoznaczności przykładu tylko przy diecezji cieszyńskiej – jeszcze nigdy nie były tak zadbane, a ich otoczenie tak wypielęgnowane, jak ma to miejsce obecnie.
 
Ale wszystko to samo w sobie i przez siebie nie rozwiąże naszych problemów, nie pokona naszych słabości, nie zapobiegnie nowym nieprawidłowościom, nie rozwinie sztandarów wzrostu. Boża tajemnica wzrostu Kościoła zawarta jest w mocy Bożego Słowa i w mocy przyczynnej modlitwy o  Kościół. Wiara bierze się ze słuchania, a słuchanie jest tam, gdzie Słowo Boże w mocy Ducha Świętego, zakotwiczone w prawdziwym życiu, pełnym napięć i problemów, jest ludziom zwiastowane. Siła duchowa do pokonywania trudności lub do cierpliwego niesienia krzyża jest tam, gdzie wierni objęci są modlitwą i gdzie modlą się jedni za drugich, powierzając się wzajemnie Bożej łasce, opiece, prowadzeniu. Nasze parafie i zbory wcześniej czy później będą musiały się zdecydować, czy chcą mieć za przewodników księży przede wszystkim biznesmenów, czy księży przede wszystkim modlicieli i  zwiastunów Słowa Bożego. A jeżeli to drugie, będą musiały pomyśleć, jak odciążyć duchownych od spraw gospodarczych, materialnych, finansowych, remontowych, inwestycyjnych, aby ci mogli służyć zborowi przede wszystkim Słowem Bożym i modlitwą, nie wchodząc z konieczności lub z uległości pokuszeniom coraz bardziej w rolę księży biznesmenów. Jeżeli coś jest do wszystkiego, to jest do niczego. Taki los może spotkać zarówno duchownych, którzy biorą na siebie więcej, niż mogą unieść, jak też i te zbory, które pracę i odpowiedzialność chętnie zrzucają na aktywne jednostki, nie zastanawiając się, czy te mogą to wszystko jeszcze udźwignąć.
 

III. Nowe wyzwania – nowe powołania

 
W konkretnej, przedstawionej nam przez Łukasza sytuacji prazboru apostołowie znaleźli rozwiązanie:
 
Upatrzcie tedy, bracia, spośród siebie siedmiu mężów, cieszących się zaufaniem, pełnych Ducha Świętego i mądrości, a ustanowimy ich, aby się zajęli tą sprawą;
(…)
I podobał się ten wniosek całemu zgromadzeniu, i wybrali Szczepana, męża pełnego wiary i Ducha Świętego, i Filipa, i Prochora, i Nikanora, i Tymona, i Parmena, i Mikołaja, prozelitę z Antiochii; tych stawili przed apostołami, którzy pomodlili się i włożyli na nich ręce”.
 
Przebija przez to rozwiązanie kolejna przesłanka wzrostu: Można by ją ująć słowami: Nowe wyzwania – nowe powołania. Albo w innej formule to samo: Aby mnożyć, trzeba dzielić. Aby mnożyć efekty, trzeba dzielić odpowiedzialność. Genialnie dostrzegli apostołowie, że dynamiczna sytuacja prazboru przerosła ich możliwości, przerosła możliwości rozwiązywania problemów w dotychczasowych strukturach służby, w których oni sami byli wszystkim, we wszystkim, od wszystkiego, do wszystkiego i dla wszystkich. Tak dalej żyć i służyć w zborze się nie dało. Stąd propozycja dla zboru, która z ulgą została przyjęta i wcielona w życie. Narastające problemy zrodziły nowe wyzwania, sprostanie nowym wyzwaniom wymagało większego zaangażowania zboru, powołania kolejnych osób do prowadzenia jego spraw materialnych i diakonijnych.
 
Z tego konkretnego rozwiązania nie należy wyciągać zbyt daleko idących wniosków systemowych: Jedni tylko od Słowa Bożego i modlitwy, inni tylko od spraw materialnych zboru i dzielenia pomocy dla potrzebujących. Tak to nie było pomyślane, a z całą pewnością tak to dalej nie funkcjonowało. Apostołowie nie przestali być przewodnikami prazboru we wszystkich jego istotnych sprawach, a  Szczepana i Filipa, dwóch spośród owych wybranych i powołanych siedmiu, spotykamy na dalszych kartach Dziejów Apostolskich jako gorliwych zwiastunów Słowa Bożego, także poza prazborem. Chodziło więc wtedy i dzisiaj nam też powinno chodzić przede wszystkim o to, aby w chrześcijańskiej rodzinie reagować na nieprawidłowości i problemy, nieprawidłowości mądrze usuwać, problemy sprawiedliwie rozwiązywać, poszerzając przy tym grono tych, którzy swoimi darami będą usługiwać całemu zborowi (jak owych siedmiu wówczas powołanych) i poszerzając grono tych, którzy swoim rozumieniem sytuacji i bodajże nawet tylko świadomie oddanym za dobrą propozycją głosem będą wciągani w krąg współodpowiedzialności za jakość zborowego i kościelnego życia (jak zwołane wówczas zgromadzenie prazboru). Nowe wyzwania – nowe powołania. Mnożyć efekty poprzez dzielenie odpowiedzialności - oto przesłanka wzrostu i model działania, które zostają przed nami dzisiaj postawione.
 
Często borykamy się w parafiach i w Kościele przez lata całe z problemami i nieprawidłowościami, które dawno już zostały zdiagnozowane, które nie zmieniają się co do swojej istoty od lat, nad którymi szemranie nie ustaje, lecz przechodzi z jednych na drugich, a my nie potrafimy ich rozwiązywać. Dlaczego? Ponieważ nie potrafimy lub nie chcemy dzielić się ani wiedzą o stanie rzeczy, ani odpowiedzialnością, ani tym bardziej służbą zwierzchności, która nie dzielona, a odwrotnie - gromadzona i kumulowana, staje się wynaturzeniem służby kościelnego zarządzania – staje się obcym istocie Kościoła panowaniem jednych nad drugimi. Nie dostrzegamy wtedy, że istnieją stare problemy lub zarzewia nowych konfliktów, których w starych strukturach nie da się pokonać, zażegnać, wyeliminować, ponieważ – jak wtedy w prazborze – życie wcześniej lub później przerasta możliwości zastanych, starych struktur. Potrzeba nowego spojrzenia, nowej, choć - jak widzimy - prastarej jawności w nazywaniu problemów życia kościelnego po imieniu, potrzeba nowej, choć - jak widzimy - prastarej zdolności, aby nazywane po imieniu i ujawniane problemy rozwiązywać sprawiedliwie, uczciwie, bezstronnie, mądrze, poszerzając przy tym kręgi tych, którzy za całość życia zboru, parafii i  Kościoła, za służbę Słowa Bożego, modlitwy i dzieła miłosierdzia, poczują się prawdziwie współodpowiedzialni. To, co nam oferuje ta historia z Dziejów Apostolskich, to w istocie taka prastara, głęboko prachrześcijańska i prakościelna przesłanka jakże nowocześnie brzmiących, współczesnych określeń: jawności życia społecznego i obywatelskiej współodpowiedzialności. Z tą różnicą, że nie o  społeczeństwo świeckie tu chodzi, lecz o Kościół, nie o polityczny pragmatyzm, lecz o płynące z  wiary w Chrystusa przekonanie, że powołani zostaliśmy do prawdziwego braterstwa i wzajemnej służby.
 

IV. Dzieło diakonii – pomoc dobrze zorientowana

 
W kontekście tej wzajemnej służby przypatrzmy się jeszcze jednej przesłance wzrostu, której nie sposób pominąć w dzisiejszą Niedzielę Diakonii. Zanim zaistniało przedstawione przez Łukasza napięcie i szemranie, dzieło diakonii w prazborze już istniało i rozwijało się. Jednak udzielana pomoc nie była właściwie zorientowana i to spowodowało niezadowolenie, napięcia, a w konsekwencji wymusiło zmiany. Dzieła miłości, praca charytatywna, pomoc dla ubogich paradoksalnie stały się w  pewnym momencie zagrożeniem i przeszkodą, a nie przesłanką wzrostu dla zboru.
 
Podobne sytuacje zdarzają się i mogą zdarzać się dzisiaj - zarówno w tej małej, parafialnej diakonii, jak i w tej większej, instytucjonalnej. To, że dziełami diakonii powinny zajmować się w Kościele osoby cieszące się zaufaniem, pełne Ducha Świętego i mądrości, a dodałbym od siebie: sprawiedliwe i  uczciwe, pełne taktu i współczucia, bezinteresowne i wrażliwe na cierpienia i niedole innych - pozostaje probierzem ich przydatności do tej służby. Natomiast dzieło diakonii chrześcijańskiej – jeżeli ma być przesłanką wzrostu, jeżeli ma do zboru, parafii i Kościoła przyciągać, a nie odwrotnie – musi być pomocą dobrze zorientowaną. Zaś pomoc dobrze zorientowana zaczyna się w chrześcijańskiej rodzinie, udzielana jest potrzebującym, ubogim, chorym, starym, niedołężnym - jeżeli to tylko możliwe, jak dalece jest to możliwe i jak długo jest to możliwe - przez najbliższych krewnych. Przejmują ją zbory, parafie i kościelne instytucje diakonijne tam, gdzie krewnych zabrakło lub gdzie ci, z usprawiedliwionych przyczyn, nie są w stanie skutecznej pomocy zapewniać. Jednak dobrze zorientowana pomoc chrześcijańska kończy się z pewnością tam, gdzie dzieła dawniej kościelne i  diakonijne popadają w całkowita komercję, stając się pełnopłatnymi usługami. Na wszystkie te formy dobrze zorientowanej, rodzinnej, parafialnej i kościelnej diakonii, jak i na diakonię, która zagubiła się w komercji, bez trudu znaleźlibyśmy przykłady w naszych parafiach i w naszym Kościele dzisiaj.
 

V. Życzenia

 
Drogi Zborze Salmopolski! Drodzy Goście!
 
Przyszło nam w ten dzień świąteczny mówić o przesłankach wzrostu: o jawności kościelnego życia - bez pomijania tematów trudnych i spraw bolesnych, o odnowie służby Słowa Bożego i modlitwy przyczynnej, o wyzwaniach, które wymagają powołań i o właściwie zorientowanej diakonii.
 
A sam Pan Kościoła niech sprawi, aby rosła i umacniała się wasza wiara i wzajemna miłość, aby na chwalę Bożą i ku zbawieniu ludzi trwał i rozwijał się wasz Salmopolski Zbór, rozpoznając, nazywając i  pokonując rodzące się napięcia i trudności, wsłuchując się w Słowa Boga żywego, trwając w  modlitwie przyczynnej, pomagając potrzebującym i znajdując chętnych do współdziałania i  współodpowiedzialności wszędzie tam, gdzie pojawią się przed waszą społecznością nowe wyzwania, nowe zagrożenia i nowe możliwości.
 
Amen.
 

ks. bp Ryszard Borski